Wywiad z Absolwentem – Michał Bąbos

Wywiad z Absolwentem – Michał Bąbos

Wywiad z Michałem Bąbosem absolwentem III Liceum Ogólnokształcącego w Tomaszowie Mazowieckim – 12 krotnym medalistą Mistrzostw Polski seniorów w tym 4 krotnym Mistrzem Polski w karate WKF. 7 zawodnik Mistrzostw Europy i 9 zawodnik Mistrzostw Świata karate WKF. 2 krotny Mistrz Świata karate shotokan.

Michał. Jesteś absolwentem III LO w Tomaszowie Maz. Co zdecydowało o wyborze tej szkoły po ukończeniu gimnazjum?

Michał Bąbos – Tak naprawdę będąc w gimnazjum nie myślałem jeszcze poważnie o życiu. Podobnie było z wyborem szkoły średniej. Wiedziałem, że chcę iść do liceum a nie technikum, zastanawiałem się między V liceum a III. Na szczęście podjąłem dobrą decyzję i wybrałem III LO. Myślę, że znaczącą rolę odegrali znajomi którzy byli już uczniami III LO i bardzo rekomendowali mi tę szkołę. Bardzo się cieszę, że udało się im mnie przekonać i jeśli miałbym się cofnąć w czasie i móc jeszcze raz wybierać wybrałbym tak samo.

Do klasy o jakim profilu chodziłeś i jakie przedmioty były w tej klasie wiodące?

M.B.  –  Klasa do której uczęszczałem była klasą o profilu europejskim. Przedmioty które były rozszerzone to geografia i wos i oczywiście język obcy.

Jakie zajęcia pozalekcyjne oferowała szkoła? W jakich brałeś udział i jak je oceniasz?

M.B.  –  Tak jak powiedziałem wcześniej, w liceum chęć do nauki nie była moją mocną stroną. Wydawało mi się, że treningi absorbują mi dużo czasu i w ten sposób usprawiedliwiałem swój brak zaangażowania dlatego też nie brałem udziału w zajęciach pozalekcyjnych.

Teraz opowiedz o swoich nauczycielach. Kto był Twoim wychowawcą? Czy nauczyciele byli bardzo wymagający? Którego nauczyciela wspominasz najlepiej?

M.B. – Moim wychowawcą był Pan Sławomir Szymański,  którego wspominam bardzo dobrze. Wiedział jak rozwiązywać problemy w klasie, wiedział jak podejść z osobna do każdego ucznia starając się zrozumieć jego problemy.  Miło wspominam również Wuefistów z  którymi miałem do czynienia. Mowa tutaj o Panu Przemysławie Baranie z którym miałem lekcje wychowania fizycznego oraz o Panach Tomaszu Migale i Cezarym Żegocie z którymi często wyjeżdżałem na zawody sportowe. Może duży wpływ ma na to fakt, iż sam poszedłem w tę stronę – właśnie jestem na ostatnim roku AWF – Wrocław, a jak się mawia „swój swojego zrozumie”. Jednak poza tym uważam, że Ci Panowie potrafili stworzyć pozytywne relacje między sobą a nami – uczniami. Powiedziałbym, że były to nieco rozluźnione stosunki, gdzie żarty i wygłupy były codziennością, jednak przy tym znaliśmy swoje miejsce w szeregu i potrafiliśmy się ustosunkować kiedy przyszedł czas na zachowanie powagi a kiedy coś zbroiliśmy nie było żadnej dyskusji i po prostu ze skruchą i pokorą słuchaliśmy uwag. W pamięci została mi również Pani Justyna Piasta, która uczyła mnie języka angielskiego. Mówi się, że dobrego nauczyciela, jego rady i wywoływanie pozytywnego nastawienia do czegoś docenia się dopiero po latach, i w tym przypadku  tak jest. Przychodząc do liceum mój poziom angielskiego był marny, mimo wielu lat nauki albo jak to raczej mówię wielu lat „uczęszczania” na lekcje z języka obcego nie nauczyłem się prawie nic. Sytuacja zmieniła się w 3 klasie. Pamiętam, że czując wielką niechęć do języka obcego twierdziłem, że nigdy się go nie nauczę i przez to wagarowałem. Pewnego razu po opuszczonym angielskim natknąłem się na korytarzu na Panią Justynę która dobrze wiedziała, że powodem mojej nieobecności nie była ciężka choroba czy zawody sportowe, po prostu nie przyszedłem bo mi się nie chciało. Jej słowa które skierowała w moją stronę pamiętam do dziś. „Michał nie ma problemu, nie musisz chodzić na angielski, i tak nie zdasz matury”. Były to słowa wypowiedziane z wielkim przekąsem i ironią które jednak do mnie bardzo trafiły.  Pani Justyna po prostu trafiła idealnie sposobem motywacji który na mnie działa. Od tamtej pory nie opuściłem, żadnych lekcji angielskiego a bywało nawet tak, że na zajęcia w ciepłe kwietniowe popołudnia przychodziłem tylko ja. Oczywiście nie mogę powiedzieć, że kończąc liceum mój angielski był na najwyższym poziomie natomiast nie w tym rzecz ponieważ nie jest łatwo nauczyć się mówić w obcym języku przy 3 czy 4 razach w tygodniu po 45 min mając przy tym w klasie 14 osób. Jestem wdzięczny, że Pani Justyna miała duży wpływ na moje nastawienie w stosunku do języków obcych. Powtarzane jak mantra pytanie jak to jest, że sportowiec który wyjeżdża za granicę i poznaje dużo ludzi z całego świata nie umie i nie chce się nauczyć języka obcego po latach w końcu zaowocowało w taki sposób, że z chęcią kontynuuję naukę nie tylko języka angielskiego ale również rosyjskiego. Językami tymi bez kłopotów porozumiewam się za granicą a w chwili pisania tego tekstu zacząłem również uczyć się języka hiszpańskiego. Planem jest nauczenia się tych 3 języków do 30 roku życia na  najwyższym poziomie. Jestem przekonany, że umożliwi mi to rozwój na płaszczyźnie sportowej i pozwoli utrzymać kontakt ze wspaniałymi ludźmi z całego świata.

Jak wspominasz swoją klasę? Czy stanowiliście zgrane grono i czy utrzymujecie kontakty?

M.B.– Do tej pory utrzymuję kontakt z wieloma osobami tak więc mogę powiedzieć, że rozstaliśmy się w przyjaznych stosunkach.

Czy dobrze przygotowano Cię do matury? Jak oceniasz poziom trudności swojej matury?

M.B. –  Wiadomo, że każdy miał inny cel związany z maturą. Ja wiedziałem, że chcę iść na wrocławski AWF a z uwagi na to, że miałem Klasę sportową „M” nie będę miał żadnych problemów z dostaniem się. Dlatego też wynik na maturze nie był dla mnie ważny. Chciałem ją po prostu zdać i tak też się stało.

Opowiedz o swoich szkolnych sukcesach.

M.B. – Tak się składa, że będąc w liceum jeździłem nie tylko na zawody karate ale również na większość zawodów szkolnych. Pamiętam, że w pierwszej i drugiej liceum zdobyłem 2 tytuły Mistrza Polski juniorów, 3 miejsce na Mistrzostwach Europy juniorów a w 3 klasie upragniony tytuł Mistrza Polski seniorów. Poza tym bardzo cieszyły mnie wszystkie medale zdobyte w rywalizacji międzyszkolnej a emocje które nam towarzyszyły dorównywały emocjom podczas turniejów karate. Podczas swojego pobytu w liceum zdobyłem z reprezentacją szkoły kilka medali na Mistrzostwach Powiatu. Było to 2 i 3 miejsce w piłce nożnej 3 w piłce ręcznej i 3 miejsce w zawodach lekkoatletycznych.

Michał, powiedz jak podoba Ci się życie studenckie?

M.B.- Już od gimnazjum wiedziałem, że na studia wybiorę się do Wrocławia. Wtedy jeszcze zastanawiałem się między szkołą wojskową a AWF. Pasja do sportu zwyciężyła i wybrałem AWF. Jestem bardzo zadowolony z wyboru i moim marzeniem jest, aby w życiu zostać w tym na dobre. Póki co spełniam się jako zawodnik oraz dodatkowo prowadzę treningi z dziećmi. Zajęcia te przynoszą mi wiele radości. Wiem, że z czasem nastąpi przesilenie, będzie trzeba założyć rodzinę na czym mi bardzo zależy i co uważam za priorytet w życiu i wtedy zajmę się tylko pracą- mam nadzieję, że jako trener karate. Kiedyś jak każdy sportowiec odejdę na sportową emeryturę, natomiast póki co nigdzie się nie wybieram, ponieważ mam jeszcze dużo do zrobienia w karate. Przede mną Igrzyska w 2020 i co najmniej do tego momentu chce kontynuować treningi.

Jako absolwent, jak zareklamowałbyś byłą szkołę obecnym gimnazjalistom?

M.B. – Jeśli chcecie rozwijać swoje pasje lub jeśli je dopiero poszukujecie, wybierzcie ZSP 8 w Tomaszowie Maz. Jest to świetne miejsce na rozwijanie swoich zamiłowań oraz nawiązywanie nowych znajomości. Na Nadrzecznej będziecie czuć się swobodnie i każdego dnia z radością będziecie przychodzić na lekcje. Poczujecie pozytywny klimat w którym każdy może się odnaleźć i w którym każdy poczuje się doceniony.

Krótka recepta na sukces.

M.B.– Chcę wam powiedzieć, że każdy z was może osiągnąć bardzo wiele w życiu. Prawdą jest, że każdy urodził się z innymi talentami każdy urodził się w innej rodzinie i w innym otoczeniu. Prawdę jest również, że wiele ludzi swoje talenty marnuje jak i wiele je pomnaża w nieskończoność. Nie wiem jak wy, ale ja wolę należeć do tej drugiej grupy. Jednak uprzedzam, że nie jest to łatwe. Codziennie musicie nad sobą pracować. Nie wystarczy sobie powiedzieć- ja chce! Trzeba w tym kierunku działać, pracować, walczyć, wyciągać wnioski i nie poddawać się mimo odniesionych niepowodzeń, bo tylko Ci którzy nie próbują nie ponoszą porażek. Jestem przekonany, że gdyby nie mój wewnętrzny upór, chęć osiągnięcia sukcesu, chęć ciągłego doskonalenie się oraz pracowitość nigdy nie zostałbym Mistrzem Świata. Jaka jest moja recepta na sukces? Składa się na to wiele czynników, jednak ponad wszystkie cechy przedłożyłbym pracowitość! Uważam, że ma to odzwierciedlenie w każdej dziedzinie życia, a nie tylko w sporcie. Chcecie być najlepszymi sportowcami, muzykami, artystami, inżynierami? Ćwiczcie i uparcie dążcie do celu! Oczywiście można powiedzieć, że ciężko znaleźć na to wszystko czas a ja powiem, że to tylko wymówki.. Nie masz czasu? Wstań o 5 i ćwicz. Zrezygnuj z bezcelowych pogawędek i ćwicz. Odpuść imprezę i ćwicz. Imprezować może każdy, być zwycięzcą tylko ambitny i pracowity. Ja wybrałem tę drogę i nie zamierzam z niej zboczyć. Wam, życzę wytrwałości w dążeniu do celu. Uwierzcie w swoje możliwości, ale pracujcie nad nimi! Drogi na skróty nie ma.

DZIĘKUJĘ ZA ROZMOWĘ

Zdjęcie dzięki uprzejmości Michała.

komentarze

Podobne